Nie każdy uzależniony „leży na ławce”. W Częstochowie o tym, jak mądrze pomagać
To jedno z tych spotkań, które potrafią zmienić sposób myślenia o problemie, z którym wielu mieszkańców styka się w rodzinie, w pracy albo wśród znajomych. W Częstochowie rozmawiano o drodze do trzeźwości i o tym, jak skutecznie wspierać osoby uzależnione - także wtedy, gdy na pierwszy rzut oka „wszystko u nich działa”.
Stereotypy potrafią uśpić czujność
W debacie o uzależnieniach wciąż mocno trzyma się jeden obraz: osoba nietrzeźwa, widoczna w przestrzeni publicznej, kojarzona z ławką w parku czy ulicą. Tymczasem eksperci zwracają uwagę, że uzależnienie może przez długi czas pozostawać niewidoczne dla otoczenia, a nawet dla samej osoby pijącej.
Na ten problem wskazywał prof. Marcin Wojnar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przypominając, że część osób uzależnionych funkcjonuje w sposób, który nie pasuje do powszechnego wyobrażenia o alkoholizmie.
„Jeden na pięciu uzależnionych należy do grona tzw. wysokofunkcjonujących alkoholików.”
prof. Marcin Wojnar, Warszawski Uniwersytet Medyczny
Jeden na pięciu - ta liczba pada jak ostrzeżenie. Oznacza, że wśród osób zmagających się z uzależnieniem jest spora grupa, która może pracować, utrzymywać rodzinę, realizować obowiązki i długo nie budzić podejrzeń otoczenia. To z kolei przekłada się na opóźnienie reakcji i trudniejszą drogę do momentu, w którym ktoś decyduje się szukać pomocy.
Jak pomagać skutecznie? Najpierw zobaczyć człowieka, nie etykietę
Rozmowy w Częstochowie koncentrowały się na praktycznym wymiarze wsparcia - na tym, co może zrobić bliski, współpracownik czy sąsiad, gdy podejrzewa problem. Gdy uzależnienie nie jest oczywiste, łatwo je usprawiedliwiać: stresem, przemęczeniem, „trudnym okresem” albo przekonaniem, że skoro ktoś nie traci pracy i nie awanturuje się publicznie, to nie ma powodu do niepokoju.
Uczestnicy spotkania podkreślali, że w takich sytuacjach kluczowe jest odejście od prostych skojarzeń i zwrócenie uwagi na sygnały, które mogą pojawiać się stopniowo. Wsparcie nie zaczyna się od osądzania, ale od uważności i rozmowy - takiej, która nie zamyka drogi do dalszych kroków.
- przełamywanie stereotypu, że uzależnienie zawsze jest widoczne na ulicy lub w parku
- zwracanie uwagi na to, że część osób uzależnionych długo funkcjonuje „normalnie”
- kierowanie pomocy do człowieka, a nie do uproszczonej etykiety „alkoholika”
Wniosek, który wybrzmiał w Częstochowie, jest prosty: skuteczna pomoc wymaga czujności, szczególnie wtedy, gdy problem nie rzuca się w oczy. Słowa prof. Marcina Wojnara z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przypominają, że uzależnienie może dotyczyć także tych, których codzienne życie na zewnątrz wygląda na poukładane - a to właśnie wtedy otoczenie najłatwiej przegapia moment, w którym wsparcie jest potrzebne.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!