Samotny rajd z Częstochowy do Sarandy. Cezary Wieprzowski wyrusza na bałkańską trasę
Ponad 2000 kilometrów do przejechania, sześć państw po drodze i miesiąc w trasie – to plan, z którym 14.06.2026 mierzy się 67-letni Cezary Wieprzowski z Częstochowy. W sobotę rusza samotnie na Bałkany, by na rowerze dotrzeć do albańskiej Sarandy. Wróci do Polski samolotem, ale po drodze czeka go wszystko, co w takim wyzwaniu najtrudniejsze: długie podjazdy, kapryśna pogoda i górskie odcinki z dziką przyrodą.
Wieprzowski od lat wybiera świat widziany z siodełka, a nie z okna autokaru. Wyprawy organizuje sam, jadąc z wyposażeniem biwakowym: w sakwach wiezie namiot i kuchenkę turystyczną. Ma też swój nieoczywisty podróżniczy „instrument” – zamiast saksofonu zabiera flet prosty. Tym razem w drogę rusza mimo poważnych problemów zdrowotnych; ma za sobą dwa przebyte zawały i kłopoty kardiologiczne, które nie zatrzymały go przed kolejną trasą.
Start na Parkitce i pierwsze setki kilometrów
Początek wyprawy zaplanowany jest w Częstochowie, na Parkitce. Pierwszy etap to przejazd przez Katowice do Zwardonia. Dalej rowerzysta wjedzie w słowackie Karpaty, a po nich skieruje się do Budapesztu, gdzie przewiduje krótki odpoczynek i zwiedzanie. To właśnie w tym punkcie trasa zacznie wyraźnie przypominać jego dawny, przełomowy wyjazd sprzed lat.
Wracam do korzeni. To trochę nawiązanie do mojej pierwszej wielkiej wyprawy, kiedy miałem problemy zdrowotne i jechałem w kierunku Aten
Cezary Wieprzowski
Po Budapeszcie plan jest konkretny: trzymać się Dunaju i kierować na Serbię. W rozpisce widnieje Belgrad – miasto, którego dotąd nie miał okazji zobaczyć. Dalej zaczyna się etap, który sam podróżnik określa jako najtrudniejszy: przeprawa przez Bałkany.
Bałkany: granice, góry i nieprzewidywalność
Jednym z najbardziej wymagających elementów całej wyprawy ma być przejazd przez Kosowo. Wieprzowski nie ukrywa, że sytuacja w regionie potrafi zmieniać się dynamicznie – dlatego nie jest dziś w stanie przesądzić, którym przejściem granicznym ostatecznie wjedzie do kraju. Na liście miejsc, do których chce dotrzeć, jest Prisztina i okolice rzadko odwiedzane przez polskich turystów.
To jednak nie tylko kwestia formalności i granic. Na górskich odcinkach realnym problemem bywają bezpańskie psy, a także wilki i niedźwiedzie. Rowerzysta zapewnia, że na takie sytuacje jest przygotowany – ma odpowiedni sprzęt i środki odstraszające. Wszystko po to, by zachować możliwie największe bezpieczeństwo w trasie, która w wielu miejscach prowadzi poza oczywistymi turystycznymi szlakami.
Kolejne punkty na mapie to Skopje oraz Jezioro Ochrydzkie. Stamtąd Wieprzowski wjedzie do Albanii, gdzie planuje przejazd znaczną częścią wybrzeża Morza Jońskiego. Meta znajduje się w Sarandzie – nadmorskiej miejscowości, w której zamierza spędzić kilka dni na odpoczynku po wielotygodniowej jeździe. Dopiero potem wróci do Polski samolotem.
Miesiąc w drodze – z zapasem na pogodę i zdrowie
Cała wyprawa ma potrwać około miesiąca. Sam przejazd zajmie mniej więcej 25 dni, a rowerzysta zakłada średnią dzienną na poziomie około 80 kilometrów. Pozostały czas zostawia sobie jako bufor – na ewentualne załamania pogody, przymusowe postoje albo sytuacje zdrowotne, których przy tak długiej trasie nie da się wykluczyć.
- planowany dystans: ponad 2000 kilometrów
- czas przejazdu: około 25 dni
- łączny czas wyprawy: około miesiąca
- średnio dziennie: około 80 kilometrów
Dwie dekady rowerowej pasji i trasy poza utartym szlakiem
Wieprzowski jeździ na długich dystansach od około dwóch dekad. Zaczynał od wypraw po Polsce, ale szybko zaczął przekraczać granice. W 2012 roku ruszył z Częstochowy do Londynu, a później dopisywał kolejne punkty na mapie: Wiedeń, Praga, Mińsk, Bałkany, a także południowe wybrzeża Hiszpanii i Portugalii. Rok temu przejechał ponad 3000 kilometrów.
W pamięci wielu osób zapisała się też jego wyprawa z 2025 roku – jedna z najtrudniejszych w całej rowerowej historii częstochowianina. Wystartował w bułgarskim Burgas, następnie trzymał się wybrzeża Morza Czarnego, przejechał przez północną Turcję i dotarł do gruzińskiego Batumi, gdzie zaplanował tygodniowy odpoczynek. Potem ruszył w góry Kaukazu, przejechał słynną Gruzińską Drogą Wojenną w kierunku granicy z Rosją, a całość zakończył w Kutaisi – skąd wrócił samolotem do Polski.
Teraz przed nim kolejny sprawdzian wytrzymałości i konsekwencji w realizowaniu marzeń. Trasa prowadząca przez Słowację, Węgry, Serbię, Kosowo, Macedonię Północną i Albanię ma być wymagająca, ale – jak pokazują poprzednie lata – Cezary Wieprzowski potrafi planować tak, by dać sobie czas na odpoczynek, reagowanie na warunki i bezpieczne domknięcie całej wyprawy.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!